W katowickim szpitalu prowadzonym przez ojców bonifratrów o liście Ojca Świętego rozmawiali: abp Wiktor Skworc, ks. Marcin Niesporek, dr Elżbieta Kortyczko i Anna Stolorz. Spotkanie moderował ks. Wojciech Bartoszek, krajowy duszpasterz Apostolstwa Chorych.

Mottem biblijnym orędzia Ojca Świętego na XXVIII Światowy Dzień Chorego są słowa z Ewangelii wg. św. Mateusza: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.

– Te słowa wyraźnie wskazują, że Jezus Chrystus zna kondycję człowieka, ponieważ był człowiekiem. On również otrzymywał pokrzepienie od Ojca i chce każdego chorego pokrzepić. Ewangelie opisują liczne uzdrowienia. Chrystus jawi się w nich jako lekarz. Ta misja jest przedłużana, bo w Kościele ciągle działa Jezus – wskazał abp Wiktor Skworc, metropolita katowicki. Jednocześnie przypomniał, że w liście papieża Franciszka znajdujemy podkreślenie zdań służby zdrowia i Kościoła. Kościół powinien coraz lepiej stawać się gospodą, do której człowieka zranionego przyprowadził Samarytanin. To jest pewien ideał.

– Ojciec Święty wyraża uznanie dla służby zdrowia – zauważył abp Skworc i dodał, że w orędziu papież apeluje, by zauważać godność chorego i patrzyć na niego integralnie, nie tylko koncentrować się na jego chorobie. – W liście dotyka również sytuacji granicznej, kiedy człowiek doświadczony cierpieniem odchodzi. Ukazuje perspektywę eschatologiczną, perspektywę życia wiecznego – mówił metropolita.

Abp Skworc wspomniał także o fragmencie mówiącym o służbie zdrowia w sytuacjach wojny i konfliktu. – Ojciec Święty zauważa, że placówki medyczne same w sobie stają się celem ataków, co jest niedopuszczalną praktyką – podkreślił metropolita.

W orędziu jest także mowa o krajach, w których właściwie brak służby zdrowia. W takich sytuacjach zastępczo opiekę nad chorymi przejmuje Kościół. – Mogę to potwierdzić z mojego doświadczenia misyjnego. Wtedy kaplica, szkoła i punkt medyczny – to najważniejsze elementy wspólnoty tworzonej na misjach – mówił abp Skworc. Papież Franciszek zwrócił uwagę, że w tej sytuacji nieoceniona jest rola wolontariuszy.

– Należy się podziękowanie wolontariuszom; poświęcają swój czas; coś co jest najcenniejszego – potwierdził metropolita. Te słowa szczególnie ucieszyły sporą grupę ochotników pomagającą w bonifraterskim szpitalu. W szarych fartuchach z czerwonym logo krążą po korytarzach wśród chorych. – To jest ogromne wyróżnienie, jestem bardzo zadowolony. Mnóstwo ludzi potrzebuje naszej pomocy – zauważa Marian. – Po śmierci męża, cztery lata temu podjęłam się tego. Lubię coś robić dla innych, a tu się urodziłam, tu się urodziły moje dzieci i wnuki. Teraz wnuczka pracuje jako położna, czuję się tu jak w domu i wiem, że jestem potrzebna. To są drobne sprawy, choćby poczytać choremu, czy wspólnie się pomodlić – dodaje Teresa.

Jej i Marianowi towarzyszyła dziś Małgorzata, która rozpoczynała swoje działania jako wolontariuszka. – Mam w sobie mnóstwo energii. Chcę pomagać, ponieważ mój mąż jest ciężko chory i sądzę, że moja historia może przynieść otuchę innym – deklaruje.

Nawiązując do papieskiego orędzia abp. Skworc wspomniał również o posłudze kapłanów w szpitalach. – Chciałbym podziękować za posługę kapelanów szpitalnych. Ich pierwszym zadaniem jest prowadzenie chorego do spotkania z Jezusem, który jest lekarzem dusz. Uleczenie duszy wpływa na kondycję chorych. To jest taka prawidłowość – podkreślił i zaprosił do szerzenia dzieła Apostolstwa Chorych. –Choroba to materia, która przyjęta i złączona z ofiarą Jezusa może zmieniać świat – my tak wierzymy. Pierwszą intencją jest niewątpliwie sprawa pokoju – dodał. Wagę posługi kapelana potwierdził ks. Marcin Niesporek, diecezjalny duszpasterz służby zdrowia i kapelan hospicjum w Chorzowie. Zdradził, że w hospicjum zdarzyło mi się udzielać nie tylko sakramentu Komunii czy pojednania i pokuty, ale także małżeństwa czy bierzmowania.

– Modlitwa wyprasza łaskę nawrócenia dla wielu chorych - podkreślił. Jego zdaniem ważne jest dostrzeżenie cierpienia, na które odpowiedzią jest Jezus Chrystus. – Szukałem jakiegoś klucza, który pomoże lepiej odczytać to orędzie. Moim zdaniem jest słowo miłosierdzie. Papież mówi, że człowiekowi choremu towarzyszy tajemniczy kierunek łaski, która pozwala przezwyciężać to ludzkie cierpienie – podkreślił ks. Marcin Niesporek. Przypomniał, że Ojciec Święty domaga się ochrony życia na każdym jego etapie i podkreśla godność osoby chorej.

– Papież utożsamia miłosierdzie z samym Chrystusem i pokazuje bardzo ważny wymiar tego okazywanego miłosierdzia, a więc człowieczeństwo Pana Jezusa. To człowieczeństwo jest rzeczywiście taką „szczeliną”, przez którą miłosierdzie może się dostać do osoby chorej. Często ten wymiar człowieczy Jezusa jest negowany przez cierpiącego, ale mimo wszystko ten Jezus poraniony może być dla chorego ogromną pomocą – dodawał kapelan. Podkreślił również pragnienie Ojca Świętego, by dzień chorego trwał przez cały rok.

– Nasz kodeks etyki lekarskiej mówi, że naszym powołaniem jest ochrona życia i zdrowa ludzkiego, zapobieganie chorobom. Żadne naciski społeczne i administracyjne nie mogą nas z zasady służenia choremu i jego dobru zwalniać – zauważyła dr Elżbieta Kortyczko, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich. – Ojciec Święty zwraca się do nas, wszystkich pracowników służby zdrowia, i podkreśla, że obok profesjonalizmu i kompetencji musi istnieć nasza chrześcijańska miłość, żebyśmy przynosili ulgę i pokrzepienie chorym. Musimy pamiętać, że człowiek ma nie tylko ciało, ale bardzo ważne jest istnienie jego wymiaru duchowego. Czasem możliwości medyczne się kończą, stoimy na granicy życia. Wtedy ten wymiar transcendentny nadaje sens – dodawała. Dr Kortyczko przywołała również regulacje prawne i możliwości powoływania się przez lekarzy na sprzeciw sumienia.

Metropolita katowicki przypomniał, że Dzień Chorego to kolejny moment, by z wdzięcznością wspomnieć św. Jana Pawła II, który ustanowił to święto. Nieprzypadkowo wskazał 11 lutego – wspomnienie NMP z Lourdes, czyli z miejsca, które odwiedzają cierpiący z całego świata, by wypraszać łaskę zdrowia.

Swoim świadectwem związanym z Lourdes podzieliła się Anna Stolorz zaangażowana w Apostolstwo Chorych. Ma 37 lat i porusza się na wózku. – Miałam 17 lat, kiedy potrącił mnie pijany kierowca. Wracaliśmy z rodziną z kościoła. Szliśmy pieszo chodnikiem. Od tyłu najechał na nas mężczyzna maluchem. Siła uderzenia była tak duża, że tata zmarł w wyniku odniesionych obrażeń, ja miałam obrażenia głowy, połamane nogi i uszkodzony kręgosłup. Brat doszedł do siebie a mamie nic się nie stało. Z tego dnia nic nie pamiętam, tylko ze Mszy św. zapalone świece i odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Do apostolstwa trafiłam po pierwszej Archidiecezjalnej Pielgrzymce Chorych do Lourdes. Właśnie tam, w Lourdes, poczułam, że Pan Jezus mówi mi, jak przyjąć to cierpienie, że warto to zrobić i ofiarować za innych, szczególnie w momentach, kiedy jest bardzo ciężko. Łatwiej mi teraz nieść krzyż, od kiedy jestem w Apostolstwie Chorych – mówiła Anna.

Marta Sudnik-Paluch / Gość Katowicki